Blogi, które przeglądam

July 25, 2009

Rysunki

azrael

Azrael

Polacy się nie lubią ze swoimi sąsiadami. Kiedy nawet oficjalnie się pisze i mówi o wielkiej przyjaźni, miłości, czy nawet braterstwie, to jednak gdzieś zawsze pozostaje przysłowiowe “ale”, czyli ta przyjaźń podszyta jest wypominkami, resentymentami, jest zawsze jakoś warunkowa. I w polskim odczuciu, to zawsze my, Polacy, jesteśmy tymi, którzy z takiej warunkowej przyjaźni [...]

by Azrael at July 25, 2009 12:52

Esensja

Dzienniki Szalonego Mimbanity: Zachowując standardy etyczne

Jak siec i mordować, zachowując wysokie standardy etyczne? Rycerz Jedi potrafi.

by Al MacDonald at July 25, 2009 10:00

Paweł Wimmer

Mapy Google łączą narzędzia

Jakiś czas temu w Mapach Google pojawiły się zdjęcia użytkowników (pisałem o tym tutaj), a niedawno także nowy tryb nawigacji (informacja tutaj). Teraz Google połączył oba widoki i wykorzystując nową nawigację możemy też przeglądać powiązane z oglądanymi miejscami fotografie wprowadzone przez internautów. Oto demonstracja:

Capture your screen in seconds

za: http://googlemapsmania.blogspot.com/2009/07/now-street-view-almost-is-photosynth.html

by prwimmer@NOSPAM.gazeta.pl at July 25, 2009 09:35

Esensja

Weekendowa Bezsensja: Golasy na Księżycu, czyli Srebrny Glob inaczej

Zaprezentowaliśmy Wam już wybór filmów, w których w miarę na poważnie mówiono o locie na Księżyc, teraz czas na nieco swobodniejsze wersje filmowe odwiedzin człowieka (czy też królika) na Srebrnym Globie. Pytanie brzmi – czemu w pierwszym zestawieniu znalazła się „Podróż na Księżyc” Meliesa i „Moon Zero Two”? Sami się nad tym zastanawiamy.

by Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski at July 25, 2009 08:36

Blogi Rzeczpospolita

Dominik Zdort: Cios w samo jądro platformerskiej ideologii

Autorski przegląd prasy

Można Roberta Mazurka lekceważyć, uznając, że czasem zwycięża w nim duch efekciarstwa nad duchem dziennikarstwa. Można uważać go za trefnisia, a nie za publicystę. Ale w dzisiejszych gazetach to jego felieton jest najbardziej chyba ważny i poruszający.

Otóż Mazurek napisał w “Dzienniku” list otwarty do swojego - jak stwierdza - przyjaciela Tomasza Arabskiego, kiedyś dziennikarza, dziś wysokiego funkcjonariusza tuskowej władzy. Wzywa w nim “szanownego pana ministra” do wygrzebania z rządowego budżetu sumy (jak na rządowe możliwości) niewielkiej - 30 tys. złotych - i przekazanie jej na obchody 80. urodzin Anny Walentynowicz.

List Mazurka - choć ubrany w formę odrobinę krotochwilną, jaką jest felieton - dotyczy sprawy niesłychanie poważnej. Walentynowicz nie jest jedną z wielu postaci Sierpnia?80, ale postacią przynajmniej równie symboliczną dla tamtych czasów, co Lech Wałęsa. To jej zwolnienie z pracy za niezależną działalność związkową było bezpośrednią przyczyną wybuchu sierpniowego strajku.

Robert Mazurek zwraca się z listem otwartym do Tomasza Arabskiego, bo to jego bliski znajomy. Powinien jednak do Donalda Tuska, bo to problem, który wiąże się z samym jądrem ideologicznym Platformy Obywatelskiej. Otóż Tusk i PO wykluczają Walentynowicz, bo przyznając jej choć odrobinę racji zanegowaliby w ten sposób pracowicie kreowaną - szczególnie przez ostatnie lata, bo wcześniej było to trochę bardziej autentyczne - legendę Lecha Wałęsy.

Anna Walentynowicz symbolizuje wszystko to, czego Wałęsa i jego polityczni patroni z Platformy tak się boją: prawdę o brzydkich uwikłaniach byłego prezydenta w latach 70. i o jego niegodnym zachowaniu w latach 90.

Dlatego - obym się mylił - ani Arabski, ani Tusk nie posłuchają Mazurka. Ale nawet jeśli (poruszeni raczej obawą o swój wizerunek, niż wstydem) wysupłają owe 30 tysięcy, to zrobią to w taki sposób, aby Anna Walentynowicz nie poczuła, że ktoś docenił jej bohaterski życiorys.

+++

Trudno już ustalić, czy to anegdota, czy prawdziwa historia. Otóż w Szwecji, poszukując pewnego groźnego przestępcy, wydano za nim list gończy. Pewnie łatwo byłoby go odnaleźć, bo był czarnoskóry, ale policjanci - hołdując zasadom poprawności politycznej - tej informacji nie podali. Więc poszukiwania trwały długo…

Przypomniała mi się ta opowieść, gdy czytałem informację w “Dzienniku” o brawurowej ucieczce - helikopterem - z belgijskiego więzienia. Wśród trzech uciekinierów jest jeden z najgroźniejszych przestępców w Belgii.

Jeden tylko wątek w relacji “Dziennika” nie został rozwinięty, choć wydaje się ciekawy. Aby pozostać wiernym zasadzie poprawności politycznej także i ja nie napiszę, jaki. Wymienię tylko nazwiska uciekinierów, owych groźnych belgijskich bandytów: Ashraf Sekkaki, Mohammed Johry i Abel Had Kahjary Mulloul.

+++

W “Europie”, intelektualnym dodatku “Dziennika”, jak zwykle: Eberstadt, Sloterdijk, Wolfram… Pewnie większość normalnych czytelników już sama ta lista zniechęca do dalszej lektury. Zachęcam jednak, żeby przerzucić sprawnie pierwsze osiem stron i na dziewiątej przeczytać tekst prof. Andrzeja Nowaka o wynaturzeniach polskich mediów. Przytoczę tylko jeden - smakowity - passus: “Sukces Adama Michnika nie byłby możliwy bez sukcesu Kuby Wojewódzkiego. I na odwrót Wojewódzki nie byłby idolem młodzieżowych mas, gdyby nie torowała mu drogi praca ideowa Gazety Wyborczej”.

+++

A propos “Gazety”. Na drugiej stronie rysunek Jacka Gawłowskiego: dwóch facetów biegnie obok siebie. Pierwszy pyta: “czy pan też biegnie na orientację?”. Drugi odpowiada: “Tak, ale ja na odmienną’. Aż dziw bierze, że dziś redaktorzy pozwolili swojemu rysownikowi Jackowi Gawłowskiemu na takie nieprzystojne żarciki z gejów i propagowanej przez nich inżynierii językowej.

+++

Na szczęście są jeszcze feministki. Co nas czeka niebawem, łatwo wyczytać z wywiadów w ?GW? z dwiema Szwedkami na stronie 17. Najbardziej szokuje chyba pomysł socjaldemokratek, aby urlopy macierzyńskie obowiązkowo podzielić między oboje rodziców. W jakim celu? “Aby ryzyko zatrudnienia kobiety i mężczyzny było takie samo”. Mówiąc po ludzku: skoro mężczyźni są dziś chętniej zatrudniani i lepiej opłacani (jak twierdzą feministki), a pozycji kobiet polepszyć się nie da (bo natura pozwala jedynie pięknej płci rodzić i własnym mlekiem karmić dzieci), to trzeba administracyjnie zmniejszyć atrakcyjność zawodową mężczyzn. Przerażające.

+++

Na koniec jeszcze dwa słowa o kolejnej odsłonie “gazetowej” akcji “My, narkopolacy”. Dziś Wiktor Osiatyński przedstawia koncept, zgodnie z którym państwo - zamiast zakazywać i ścigać producentów oraz dilerów narkotyków, powinno samo zacząć organizować ich produkcję i sprzedaż. “Tylko dla osób pełnoletnich” - zastrzega Osiatyński. Mnie jednak - ojca dwojga mocno niepełnoletnich maluchów - jakoś to zastrzeżenie nie uspakaja. Ale czy normalnego człowieka może to zdziwić?

by admin at July 25, 2009 07:53

Rafał Ziemkiewicz

Dyspozycyjnie niedyspozycyjni

W Polsce nic nie zdarza się do końca. Czy nic w ogóle, trudno powiedzieć, ale na pewno jest dziedzina, w której maksyma ta, przypisywana Maurycemu Mochnackiemu, w pełni się sprawdza. Są nią wszelkiego rodzaju dochodzenia prokuratorskie, zahaczające o świat władzy.

Marek Dochnal idzie do więzienia, Marek Dochnal wychodzi z więzienia, Marek Dochnal ma stawiane nowe zarzuty, Markowi Dochnalowi umarza się wcześniejsze zarzuty − lata lecą, i nic z tego wszystkiego nie wynika. Oczywiście sprawy Marka Dochnala używam tu jako retorycznej figury pars pro toto. Poza prowincjonalną w gruncie rzeczy i odpryskową aferą starachowicką, której główni uczestnicy dostali symboliczne wyroki i natychmiast zostali ułaskawieni przez prezydenta Kwaśniewskiego, żaden ze skandali, które swego czasu dostarczały przełomowych niusów na pierwsze strony gazet, ożywiały społeczne emocje i w ten sposób przyczyniały się do przeorganizowania polskiej sceny politycznej, nie doczekał się zakończenia. Wszystko powolutku, niepostrzeżenie pełznie ku przedawnieniu i umorzeniu.

Jeśli przyjrzeć się dokładniej − a dobrym przykładem może być mafia paliwowa, akurat ta grupa społeczna, której najmocniej okazano zapowiadaną przez Donalda Tuska miłość − odbywa się ten proces w drodze erozji, powolnego gubienia w szczegółach, rozmywania w formalnościach, wikłania w duperelach. Zasiewanie i mnożenie wątpliwości, które w normalnym świecie jest robotą adwokata, u nas stało się wytyczną działania prokuratorów. Najpierw latami gromadzi się mnóstwo danych, niekiedy mających się do sprawy tak luźno, jak zeznania kilku tysięcy prostych gdańszczan poszkodowanych w roku 1970 do ustalania, kto wydał wtedy zbrodnicze rozkazy (ten akurat przykład obstrukcji pochodzi nie z prokuratury, tylko z sądu) a potem − tak jak z istotnym fragmentem śledztwa paliwowego − sprowadza się prokuratora z Pleszewa, który nigdy w życiu się podobnymi sprawami nie zajmował, a ten w kilka tygodni czyta dziesiątki tysięcy stron zapisów przepływów finansowych, opinii biegłych etc. i wydaje decyzję o umorzeniu. W USA wymyślono instytucję prokuratora specjalnego do prowadzenia jakiejś sprawy − a u nas, proszę bardzo, rodzi się instytucja prokuratora specjalnego do umarzania.

I potem nie dojdziesz za diabła, kto gdzie zawalił, kto sprawił, że „rozwojowe śledztwo” ugrzęzło, kto je właściwie wszczął i kto umorzył. Maszyneria prokuratorska huczy na wysokich obrotach, drży z wysiłku, męczy się i ku pożytkowi mediów oraz kolejnych władz produkuje niusy, ale tak, żeby po jakimś czasie zawsze okazywało się z nich nic nie wynikać.

Mówi się o „dyspozycyjności” prokuratorów, ale nie wspomina się, że to dyspozycyjność szczególna. Podobna opisanej przez Wojnowicza w „Żołnierzu Czonkinie” zasadzie przeżycia w Armii Czerwonej: grunt, to jak najszybciej gromko krzyknąć „tak jest!”, a potem sza, poczekajmy, się zobaczy. Dyspozycyjność prokuratur jest krótkoterminowa − proszę bardzo, aresztować, przesłuchać, postawić zarzut, żeby był „breaking news”. Nadać bieg. Możliwie jak najwolniejszy.

Myślę sobie − najbardziej nawet dyspozycyjny prokurator nie może nie wiedzieć, że, jak to przodkowie nasi mówili, „dłużej klasztora, niż przeora”. Dyspozycyjnym trzeba być, bo przełożony to przełożony. Ale nie za bardzo, nie do końca, bo przecież przełożeni się zmieniają. I przełożonym następnym może się stać ten, na którego właśnie zbierało się haki na polecenie przełożonego poprzedniego. Ale i wtedy nie ma co być nadgorliwym, bo karuzela kiedyś się obróci znowu. Jeśli nowy przełożony jest w gorącej wodzie kąpany, to mu się oczywiście nie powie „nie”, tylko naznosi akt, pokaże że tuż-tuż, że zaraz, jak najbardziej tylko są jeszcze pewne niezbędne szczegóły, i tak dalej, aż się zmieni albo zapomni.

Wydarzeń w mediach w bród, co dzień, to nowa sensacja, więc z czasem zatoną w zapomnieniu najgłośniejsze nawet afery. I wtedy się je cichutko poumarza. Ale i umorzenia, jak się okazuje, też nie są do końca, albowiem − „naucza mądrość” − nigdy nie wiadomo, czy i te umorzone papiery na coś się nie przydadzą. Cudowne odnalezienie się umorzonych przed laty kwitów na Piskorskiego dowodzi, że prokuratorska gra z władzą nie ma końca nigdy.

Aparat sprawiedliwości pracuje, pracuje, stawia zarzuty, wypuszcza przecieki, przesłuchuje i tak dalej − ale nie bójcie się, krzywdy nikomu nie zrobi, bo żaden z tworzących go urzędników nie jest tak głupi, by cokolwiek doprowadzać do końca innego, niż cichutkie, bezpieczne umorzenie lub przedawnienie.

No, chyba że mówimy o emerytce która nacięła fiskusa na dwa grosze.

by rp at July 25, 2009 07:47

Paweł Wimmer

Twhirl - kolejny sukces AIR

AIR wiódł dotąd spokojne życie jako całkiem przyjemne w użyciu, choć nie tak znowu przełomowe środowisko uruchomieniowe, aż nagle ogromną popularność przyniosły mu programy klienckie do Twittera. Można tu znaleźć ze cztery dobre klienty, w tym świetny Tweetdeck. Jednym z najnowszych nabytków jest Twhirl, który dowodzi po raz kolejny, że programy kompilowane długo jeszcze - a może i zawsze - będą miały przewagę nad aplikacjami webowymi, choć te ostatnie też potrafią zaskakiwać swoją wszechstronnością.

Twhirl na razie nie do końca nadaje się dla polskiego użytkownika. Największym problemem jest to, że nie da się w nim (sprawdzałem jedynie w Windows Vista) wpisywać liter ą, ć, ź . Zastępczo można stosować konwencję Shift+tylda, litera, ale nie jest to komfortowe rozwiązanie. Problem zapewne za jakiś czas zostanie rozwiązany, ale na razie jest, jak jest.

A jest to całkiem porządny klient. Można w nim podłączyć konta w Twitterze i FriendFeed. Domyślnie oglądamy strumień łączący nie tylko "regularne" wypowiedzi, ale i wiadomości prywatne, jak też wzmianki z naszą nazwą pochodzące od osób spoza kręgu znajomych - odmienne kolory tła pozwalają łatwo rozróżniać rozmaite kategorie wypowiedzi. Oczywiście można oglądać wszystkie strumienie osobno, jest wyszukiwarka osób, wyszukiwarka treści, filtr, podręczny skracacz linków, połączenie ze składnicą obrazków TwitPic. Po przesunięciu kursora nad awatar innej osoby mamy dostęp do odpowiedzi, prywatnej wiadomości i retweetu. Są też liczne opcje konfiguracyjne.

To efektywny, zaawansowany technicznie program, który siedzi sobie z boku ekranu lub w zasobniku systemowym, ale "odzywa się" małym okienkiem i sygnałem dźwiękowym, gdy przychodzi jakaś wiadomość. Gdyby nie problemy z pliterkami, byłby wprost idealny - miejmy nadzieję, że nie będziemy czekać długo na poprawki.

twitter.com/Wimmer

by prwimmer@NOSPAM.gazeta.pl at July 25, 2009 07:15

Esensja

Weekendowa Bezsensja: Zostaliśmy ostrzeżeni, by trzymać się z daleka od Księżyca!

Wszyscy wiemy o tym, że Amerykanie nigdy nie lądowali na Księżycu, a wszystko to było jedną wielką mistyfikacją. Dziś jednak zadamy kłam tej tezie. Amerykanie nie tylko lądowali, ale i spotkali tam kogoś NAPRAWDĘ ciekawego… Ta teoria dużo bardziej przemawia do naszej wyobraźni.

by Konrad Wągrowski at July 25, 2009 06:15

Joe Monster

Wielopak Weekendowy CCCXXIV

Witajcie przedzlotowo! Dzisiejszy Wielopak dedykowany jest wszystkim tym, którzy bawia się na zlocie i wszystkim tym, którzy na tym zlocie się nie baw...

July 25, 2009 04:00

July 24, 2009

Spieprzaj Dziadu

Nowa strona prezydenta

Nie, nie chodzi o inny profil na zdjęciach. Tak jak zapowiadaliśmy w styczniu, w końcu rusza powoli nowa prezydencka witryna internetowa. Na razie pod adresem beta.prezydent.pl trzeba się zalogować, ale od poniedziałku ma być dostępna dla wszystkich, a recenzja jest już dostępna tutaj. Jest już prezydencki kanał Youtube, o którym pisaliśmy wcześniej, jednak zapewne nie [...]

by Ojciec Dyrektor at July 24, 2009 21:37

Janusz Korwin Mikke

Blogi Rzeczpospolita

Robert Żurek: Gra w ofiary

Strona niemiecka nie powinna wystawiać Polsce rachunku za niezawinioną przez nią ucieczkę niemieckiej ludności, zbrodnie Związku Radzieckiego i własne nierzetelne szacunki.

Realizacja projektu “Widoczny znak”, który wzbudza ogromne kontrowersje w Polsce i, w mniejszym stopniu, w Niemczech, wkracza w finalną fazę. Rada fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie wybrała dyrektora - profesora Manfreda Kittela - oraz zespół doradców naukowych, który ma zbudować w Berlinie ośrodek muzealno-dokumentacyjny dotyczący przymusowych wysiedleń Niemców z terenów Europy Środkowej i Wschodniej po II wojnie.

Trudno przewidzieć, jak się rozwinie projekt. W radzie fundacji oraz w gronie doradców naukowych przeważają osoby o orientacji narodowo-konserwatywnej, bliskie wizji historii lansowanej przez Związek Wypędzonych. Niektóre wcześniejsze wypowiedzi nowego dyrektora Kittela skłaniają do niepokoju. Jednocześnie wśród nowo mianowanych merytorycznych doradców znajdują się osoby kompetentne, budzące zaufanie, a przynajmniej nadzieję na konstruktywne potraktowanie tematu.

Samemu dyrektorowi zapewne bliższa jest optyka Związku Wypędzonych niż jego przeciwników, niemniej jednak zdaje się być osobą otwartą na dialog i życzliwą wobec sąsiadów Niemiec. Istnieje co najmniej kilka papierków lakmusowych, które stosunkowo szybko pozwolą się zorientować, jaki kurs obrało kierownictwo powstającego ośrodka.

Przeczytaj cały tekst

by admin at July 24, 2009 16:56

Bartosz Węglarczyk

Off

Dziś wieczorem pojawię się jeszcze w Skanerze Politycznym TVN24 -- mam nadzieję, że nie będzie o burzach :) -- a potem już wakacje. Być może uda mi się coś napisać z wyjazdu, ale będę bardzo, bardzo daleko...

Do zobaczenia w połowie sierpnia, wracam akurat na koncert Madonny :)

A na wakacje zostawiam was z piękną piosenką Kid Rocka, o którym rozmawiałem dziś w Trójce z panem Wojtkiem :) Piękne ROLL ON z jego nowej płyty:

 

by bartosz.weglarczyk@NOSPAM.gazeta.pl at July 24, 2009 15:09

Prawo i Internet

Elektroniczna Rejestracja Kandydatów UJ

Uczelnie wyższe mogą mieć kłopot z bezpieczeństwem chronionych ustawowo danych osobowych. Ponoć w systemie Elektronicznej Rejestracji Kandydatów Uniwersytetu Jagielońskiego wykryto lukę, która pozwalała na dotarcie do gromadzonych online danych kandydatów na studia. Dane te, to nazwisko, adres, NIP, nr i seria dowodu, nr polskiego rachunku bankowego, data wystawienia świadectwa dojrzałości... Luka została już zabezpieczona.

czytaj dalej

by VaGla at July 24, 2009 14:41

Esensja

„Janosik. Prawdziwa historia” w pierwszym zwiastunie

W sieci pojawił się pierwszy zwiastun z nowej wersji przygód legendarnego zbója Janosika.

by at July 24, 2009 14:35

Pierwszy zwiastun „The Book of Eli”

„The Book of Eli” to najnowsza produkcja braci Hughes („Z piekła rodem”).

by at July 24, 2009 14:10

Prawo i Internet

Prokurator interweniuje, bo organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie wypłacała twórcom kasy

Niektórzy to nadal pamiętają: zapytałem KOPIPOL o to, w jaki sposób chce mi wypłacić gromadzone w imieniu twórców (a więc również w moim) pieniądze. Dowiedziałem się, że "Wobec bardzo dużej liczby podmiotów uprawnionych do ich utrzymywania powstaje niebezpieczeństwo znacznej atomizacji wysokości wynagrodzeń należnych poszczególnym uprawnionym". Nieco później pojawiła się też interpelacja poselska, z odpowiedzi na którą dowiedzieliśmy się, że stowarzyszenie, owszem, nie wypłacało, ale po kontroli ministerstwa "wdrożyło już system repartycji indywidualnej"... Chyba jeszcze raz zapytam KOPIPOL o pieniądze. A przecież w YouTube czy w Vimeo opublikowałem już kilkadziesiąt wideogramów. Mógłbym zapytać raz jeszcze również ZPAV? Tymczasem na świecie są miliardy twórców, a nadal tylko nieliczni uzyskują z OZZ-tów wynagrodzenie. Po tym wstępie wypada odnotować doniesienie z Brukseli: tamtejszy prokurator generalny przyglądał się działaniom SABAM, która w imieniu twórców jest uprawniona do gromadzenia wynagrodzeń z tytułu praw autorskich, ale... nie przekazywała twórcom żadnych pieniędzy.

czytaj dalej

by VaGla at July 24, 2009 13:57

Esensja

Nowy zwiastun „Ninja Assassin” od Wachowskich

W kwietniu skończyły się zdjęcia do „Ninja Assassin”, pełnej wartkiej akcji i widowiskowych walk opowieści o zawodowym zabójcy – Raizo, przeszkolonym przez klan Ozunu.

by at July 24, 2009 13:27

Janusz Korwin Mikke

Jeszcze o pasach

Przedwczoraj telewizornie całego świata pokazywały walkę o życie czterolatka, przypiętego pasami w przewróconym na bok płonącym samochodzie.

July 24, 2009 13:27

Esensja

Ah, la luna la luna…

Księżyc był inspiracją nie tylko dla literatów i filmowców, ale też dla muzyków. Piosenek czy całych albumów poświęconych Srebrnemu Globowi naliczyć można bez liku.

by Jakub Gałka, Mieszko B. Wandowicz at July 24, 2009 12:35

Technopolis

“Demigod” - recenzja gry

PÓŁPRODUKT Choć nie istnieje przepis na oryginalność, to jednym ze sposobów na wprowadzenie świeżych pomysłów jest połączenie znanych rozwiązań w nowy sposób. Tę drogę obrało studio Gas Powered Games, tworząc “Demigod”, grę reklamowaną jako mieszankę gatunku zwyczajowo nazywanego “action RPG” ze strategią czasu rzeczywistego. Jednak zabawy w stylu Doktora Moreau, w tym przypadku eksperymenty genetyczne na [...]

by Lukasz Fedorowicz at July 24, 2009 12:12

Esensja

Książki kwartału: Wiosna 2009

W drugim kwartale 2009 roku na podium króluje historia w róznych odmianach: historia alternatywna, historia starożytna i historia przygodowa. Mamy nadzieję, że wyróżnione książki nie zaginą w mrokach historii…

by Esensja at July 24, 2009 11:51

Piotr Gadzinowski

Flaczki Tygodnia

  Kolejne „ Powstanie Warszawskie" wzniecili handlowcy zrzeszeni w stołecznych Kupieckich Domach Towarowych. Pół dnia wystarczyło aktualnym siłom porządku i prawa, by nowe Powstanie stłumić. Było bez szans tak, jak poprzednie Powstanie. Tak jak poprzednio zawiniło kierownictwo, w tym przypadku Zarząd spółki Kupieckie Domy Towarowe, który zniweczył szanse kupców i ratował się żywiołowym protestem kierowanej społeczności. Tak jak w minionym Powstaniu najdzielniej walczyły kobiety i zmobilizowan...

gadzinowski.bloog.pl

July 24, 2009 11:22

Bartosz Węglarczyk

Cheney nienawidzi Busha

Tak przynajmniej twierdzą Massimo Calabresi i Michael Weiskopf, dziennikarze Time, którzy w ostatnim numerze publikują duże story o awanturach między Bushem i Cheney'em w sprawie aktu łaski dla Scootera Libby'ego, byłego szefa sztabu Cheney'a, skazanego w sprawie Plamegate

Okazuje się, że Cheney - co zrozumiałe - ostro naciskał na Busha, by ten ułaskawił Libby'ego. Bush się oparł, bo uważał, że Libby kłamał w zeznaniach, czego w USA się nie wybacza (Bush był zdania, że Libby mógł odmówić składania zeznań, co każdemu gwarantuje Konstytucja, która jednak nie pozwala kłamać). Cheney był wściekły - dziennikarze Time wręcz sugerują, że Libby poszedł siedzieć zamiast Cheney'a, za co wiceprezydent czuł wobec niego dług wdzięczności.

 Akty łaski są zawsze jedną z najbardziej kontrowersyjnych części prezydentury. Pisałem już kiedyś o tym na tym blogu. U nas też się zdarzały afery związane z prezydenckim aktem łaski, ale w przeciwieństwie do USA my nawet nie wiemy, kogo ułaskawia prezydent. Chyba, że coś wycieknie do mediów.

by bartosz.weglarczyk@NOSPAM.gazeta.pl at July 24, 2009 11:05

Esensja

Inna magia

Sukces J.K. Rowling polega w głównej mierze na tym, że obudziła wśród ludzi tęsknotę i potrafiła ją zaspokoić. Docierając przez literaturę do wyobraźni, przetarła szlak, którym próbują podążać kinowe ekranizacje jej prozy – tyle że gubią się gdzieś po drodze. Jedna tylko z nich zdołała dotrzymać kroku autorce – ale nie jest to „Książę Półkrwi”.

by Przemysław Romański at July 24, 2009 10:18

Marek Siwiec

Burze, upały i końcówka kadencji

Wymuszony urlop ministra Kownackiego i spekulacje, kto może zostać jego następcą, wskazują gdzie zabrnął Lech Kaczyński na koniec kadencji i w dodatku w przeddzień kampanii wyborczej.

July 24, 2009 09:28

Paweł Wimmer

Dokumenty Google - podziel się szablonem

Dokumenty Google mogą już od szeregu miesięcy korzystać z gotowych szablonów, ale ostatnio pojawia się też możliwość projektowania szablonów i dzielenia się nimi z innymi użytkownikami.

Aby umieścić szablon w galerii, wykonaj następujące kroki.

  • Przygotuj szablon jako dokument Google.
  • Przejdź na stronę http://docs.google.com/templates
  • Kliknij polecenie Prześlij szablon po prawej stronie .
  • Kliknij polecenie Wybierz ze swoich Dokumentów Google.
  • W wyświetlonym okienku zaznacz myszką dokument i kliknij Wybierz.
  • Wprowadź opis szablonu.
  • Wybierz kategorię dla szablonu, np. Firma , Finanse osobiste itd.
  • Wybierz język szablonu.
  • Kliknij Prześlij szablon.

Otrzymasz komunikat, ze szablon został zapisany i po chwili pojawi się w Galerii. Po minutce czy dwóch zobaczysz go na stronie.

Od tego momentu szablon będzie dostępny publicznie zarówno z poziomu Galerii, jak i z poziomu menu GDocs: Nowy - Na podstawie szablonu.

W dowolnej chwili będziesz mógł zmienić postać szablonu, jego opis i przynależność, jak też usunąć go z Galerii. Inni użytkownicy mogą oceniać szablon czy donosić o ewentualnym naruszeniu praw autorskich.

by prwimmer@NOSPAM.gazeta.pl at July 24, 2009 08:33

Blog Niecodzienny

Na ból głowy




Myślałam, że córka mojej sąsiadki nie jest w stanie już niczym mnie zaskoczyć.

Wczoraj przekonałam się, że jej nie doceniam. Powiedziała mi otóż, że boi się  o swe życie.

- Ktoś ci grozi? - zdziwiłam się.

- Raczej ostrzega. Pamięta pani, że tydzień temu bolało mnie gardło?


więcej na: mariaczubaszek.bloog.pl


bloogniecodzienny.bloog.pl

July 24, 2009 08:08

chlip-hop

Andryou na tak zwanym razie!

 

 

 

 

23 lipca 2009 roku

                                    Andryou na tak zwanym razie!


Nie wiem jak  u Ciebie, ale tutaj wczoraj WRÓCIŁO LATO!

Jest 30 stopni  Celsjusza, powoli przestaję marznąć.

Siedziałam wczoraj długo z Zuzią  u Krysi, w Milanówku

i cieszyłyśmy się, że wreszcie  ciepło jak w naszej  Toskanii.




Poeto z dylematami!


Lubisz  być tam, gdzie Cię niesie,

Dobrze więc że jesteś w lesie.


Moim zdaniem to ani On w Ciebie nie wlazł, ani  Ty w niego.

 Żeb...

chlip-hop.bloog.pl

July 24, 2009 08:03

Esensja

Co nam w kinie gra: Harry Potter powraca (24.07.2009)

Pomagamy wybrać seans filmowy na weekend. Premiery tego tygodnia to: „Harry Potter i Książę Półkrwi”, „Adrenalina 2: Pod napięciem”, „Cichy chaos” i „Ślepa miłość”.

by Esensja at July 24, 2009 08:00

Edwin Bendyk (Makroskop)

DIYBio, biologiczne zrób to sam

Dwa lata temu Freeman Dyson napisał w “The New York Review of Books” wizjonerski tekst “Our Biotech Future”. Przewidywał w nim, że biotechnologia pójdzie podobną ścieżką rozwoju, jak informatyka  i trafi w końcu pod strzechy, a każdy w zaciszu swego temu będzie mógł tworzyć swoje własne organizmy, etc:

Domesticated biotechnology, once it gets into the hands of housewives and children, will give us an explosion of diversity of new living creatures, rather than the monoculture crops that the big corporations prefer. New lineages will proliferate to replace those that monoculture farming and deforestation have destroyed. Designing genomes will be a personal thing, a new art form as creative as painting or sculpture.

Nie chcę jednak teraz wracać do tego tekstu, choć warto go ponownie przeczytać w całości - bo czyta się go dziś zupełnie inaczej. Dlaczego? Wizja Dysona przestaje być wizją - udomowiona biotechnologia, czyli DIYBio (Do It Yourself Bio) staje się rzeczywistością. Jednym z przejawów ruchu DIYBio jest serwis internetowy DIYBio.

DIYbio is an organization that aims to help make biology a worthwhile pursuit for citizen scientists, amateur biologists, and DIY biological engineers who value openness and safety. This will require mechanisms for amateurs to increase their knowledge and skills, access to a community of experts, the development of a code of ethics, responsible oversight, and leadership on issues that are unique to doing biology outside of traditional professional settings.

Nadeszła więc, jak zapowiedział Dyson era post-darwinowska. Czego możemy się spodziewać w świecie biologii open source? Znowu Dyson:

Few of the new creations will be masterpieces, but a great many will bring joy to their creators and variety to our fauna and flora. The final step in the domestication of biotechnology will be biotech games, designed like computer games for children down to kindergarten age but played with real eggs and seeds rather than with images on a screen. Playing such games, kids will acquire an intimate feeling for the organisms that they are growing. The winner could be the kid whose seed grows the prickliest cactus, or the kid whose egg hatches the cutest dinosaur. These games will be messy and possibly dangerous.

by Edwin Bendyk at July 24, 2009 07:20

Esensja

Ciemno, chłodno i do domu daleko

Choć Jakub Gałka w swojej recenzji wypunktował całkiem sporo elementów świadczących o tym, że „Północna granica” Kresa nie jest powieścią rewelacyjną, to z kilkoma zarzutami ciężko jest mi się zgodzić.

by Miłosz Cybowski at July 24, 2009 07:07

Edwin Bendyk (Antymatrix)

Sieci w złożonym świecie

Dzisiejszy “Science” przygotował wyśmienity prezent dla wszystkich zainteresowanych systemami złożonymi. Specjalna sekcja “Complex Systems and Networks” prezentuje zbiór tekstów analizujących stan i perspektywy badań nad systemami złożonymi i wykorzystaniem metod analizy sieciowej w tych badaniach. Zaledwie 10 lat temu Albert-László Barabási opublikował w “Science” fundamentalny tekst na temat sieci bezskalowych, dokonując, bez przesady rewolucji w rozumieniu dynamiki zjawisk w sieciach.

Barabási odkrył, że np. w sieci Internetu obowiązuje rozkład potęgowy węzłów, tzn. tylko kilka z nich zyskuje niezwykle silną pozycję (np. Google, Yahoo!, Amazon), a cała reszta tworzy niewiele znaczący “długi ogon”. To zupełnie inny rozkład, niż ten który opisuję np. statystykę wzrostu w populacji ludzkiej (tu mamy do czynienia z rozkładem normalnym). Konsekwencje tego odkrycia szybko znalazły istotne zastosowania praktyczne, bo umożliwiły zrozumienie rozprzestrzenianie się np. epidemii w  sieciach bezskalowych (a takie właśnie sieci tworzą ludzie). Dzięki tej wiedzy można było zmienić zasady profilaktycznych działań epidemiologicznych. Idąc jednak dalej, to właśnie efekt “długiego ogona”, o jakim pisze Chris Anderson jest właśnie wyrazem bezskalowości, dalej fakt, że światem rządzą niezwykle rzadkie wydarzenia (Black Swans, jak przekonuje Taleb). (Trochę o tym pisałem w 2003 r. w “Polityce”: Świat na sześć osób).

Zresztą w tym samym numerze “Science” artykuł pokazujący, jak wiedzę o sieciach społecznych można wykorzystać do kształtowania polityki naukowej i proinnowacyjnej. Viktor Mayer-Schönberger w tekście “Can We Reinvent the Internet?” zastanawia się, jak najlepiej ochronić najważniejszą właściwość Internetu - innowacyjność i generatywność tej sieci. Ten tekst omówię w kolejnym wpisie.

O podstawach sieciowej rewolucji pisałem w “Antymatriksie”, książce opublikowanej w 2004. Dzisiejszy raport, w którym można znaleźć tekstu takich uczonych, jak Barabási, Elinor Ostrom, Alessandro Vespignani pokazuje, jak bardzo nauka poszła do przodu. To wiadomo także z innych badań - niedawno w Warszawie miała miejsce konferencja  podsumowująca duży interdyscyplinarny projekt europejski CO3 (Common Complex Phenomena), w którym wiodącą rolę pełnił prof. Andrzej Nowak. Najwyraźniej czas wziąć się za pisanie “Antymatrix. Reaktywacja”.

by edwin at July 24, 2009 06:53

Bartosz Węglarczyk

Frytki bez ani jednej kalorii

Naprawdę. Przynajmniej te na nowej reklamie McDonalds. Dlaczego? Bo te frytki, ten BigMac i Dr Pepper zostały zrobione na komputerze. A to oznacza, że nadchodzi koniec ludzi znanych jako food stylists, czyli specjalistów od tego, żeby jedzenie w reklamie wyglądało pięć razy lepiej, niż w rzeczywistości:

McDonald's Versus from Bruce Branit on Vimeo.

by bartosz.weglarczyk@NOSPAM.gazeta.pl at July 24, 2009 06:50

Joe Monster

Samochód prawdziwej blondynki

Jak z Mitsubishi Lancer zrobić słitaśny samochodzik? Dla blondynki to nie problem......

July 24, 2009 06:00

A ty jak wyglądasz tuż po wypiciu?

Masz jakieś zdjęcie zrobione tuż po przełknięciu zawartości kieliszka? Trzymasz fason czy wykręciło ci twarz?Oto zdjęcia 14 osób, które postanowiły sp...

July 24, 2009 06:00

Archaiczne narzędzia chirurgiczne

Myślisz, że Twój lekarz jest drogi?! Cóż, może i tak, ale przynajmniej używa bardziej wyrafinowanych i subtelnych narzędzi, niż te na zdjęciach poniże...

July 24, 2009 04:00

Odgadnij 50 tytułów piosenek

Bojownicy odgadywali już tytuły 100 filmów oraz 50 kolejnych filmów a jeszcze wcześniej szukali nazw zespołów. Dziś znowu zagadka muzyczna od Virgin -...

July 24, 2009 04:00

Beer Pong, czyli Piwny Ping Pong

Co można zrobić z piwem, prócz wypicia go? Można je wypić w duchu sportowej rywalizacji! Mamy dla was propozycję, idealną na na imprezy i mniej oficja...

July 24, 2009 04:00

Podaruj sobie w końcu tego Mercedesa

Tak radzi nowa reklama marki, która przedstawia trzy największe koszty w życiu każdego faceta. Żona, dzieci i księgowy... Po kliknięciu zobaczysz powi...

July 24, 2009 04:00

Anegdoty późną porą - Jay Leno

Pora na przedstawienie kolejnego gospodarza programów talk show, emitowanych nocami w USA. Tym razem naszym bohaterem będzie Jay Leno.Obóz w Guantanam...

July 24, 2009 04:00

Niezwykły most nad tamą Hoovera

Nad rzeką Colorado powstaje nowy most z którego już w 2010 roku turyści będą mogli oglądać nie tylko samą rzekę, ale jedną z pierwszych gigantycznych ...

July 24, 2009 02:00

Najlepsza reklama taśmy samoprzylepnej

Hasło reklamowe taśmy Tesa brzmi "Świat potrzebuje takiej taśmy jak ta". Wygląda mi na to, że w Polsce znaleźlibyśmy dla niej kilka kolejnyc...

July 24, 2009 02:00

July 23, 2009

Esensja

Ja to ktoś inny

Informacja o polskiej premierze wydania DVD dobrego filmu to zawsze powód do radości. W opisywanym poniżej przypadku radość ustępuje goryczy, bo polski dystrybutor nie raczył udostępnić swojej zdobyczy kinom. Jak to możliwe, pytam, że film nagrodzony Złotym Globem i nominowany do Oscara, z plejadą gwiazd w obsadzie, nie ma w naszym kraju kinowej premiery?

by Tomasz Rachwald at July 23, 2009 23:01

Joanna Senyszyn

RYDZYK, CZYLI OFIARA PRAWA FIZYKI

Rydzyk ma wszystko. Pieniądze, władzę i miłość. Biznesy, media i szkołę. Moherową armię, która żywi i broni.

July 23, 2009 22:14

Adam Szostkiewicz

Buttiglione za aborcją

Niezwykłe. Rocco Buttiglione, znany w Europie i Polsce polityk chadecki, wierny syn Kościoła, zmienia zdanie w kwestii dopuszczalności aborcji. Buttiglione stał się ikoną katolickich ortodoksów, broniąc nauk Kościoła w tak zapalnych kwestiach, jak homoseksualizm i legalizacja aborcji. Zrobiono zeń nawet męczennika, kiedy przepadł jako kandydat na komisarza UE ze swymi konserwatywnymi poglądami na prawa gejów.

A tu nagle taki zwrot. W wywiadzie dla dziennika Corriere della sera Buttiglione sprzeciwił się kampanii na rzecz zakazu aborcji dopuszczonej ponad 30 lat temu w prawie włoskim do 12 tygodnia życia płodu. Szok. Już się odezwali polscy konserwatyści. Marek Jurek szydzi z chadecji, że robi z siebie wyrocznię większą niż tradycja Kościoła i autorytet papieża, a tak naprawdę (to już ja sam dopowiadam) to jakieś farbowane lisy. No cóż, chadecja nigdy nie deklarowała się, że jest konserwatywną prawicą. A jednak to ona uratowała współczesne chrześcijaństwo przed kompletną marginalizacją w życiu politycznym.   

Wypowiedż Buttiglionego szokuje dodatkowo tym, że zaledwie dwa tygodnie wcześniej Watykan oficjalnie potwierdził swój zdecydowany sprzeciw wobec legalizacji aborcji. Po drodze było jeszcze spotkanie Benedykta XVI z prezydentem Obamą, który deklaruje, że trzeba szukać wspólnego gruntu w sprawie aborcji.

Szokiem dla ortodoksów muszą być też argumenty ich niedawnego sprzymierzeńca: że jeśli kobieta będzie miała więcej wolności w tej sprawie, będzie mniej chętna do aborcji. I że teologicznie biorąc, Bóg tak ukształtował relację między kobietą a jej płodem, że choć obrona dziecka jest słuszna, to jednak jest niemożliwa.

Buttiglione wskazuje na kraje, gdzie aborcja jest przymusowa, jak w Chinach, co skutkuje zjawiskiem milionów porzucanych dzieci, albo gdzie na kobiety wywierana jest presja aborcyjna, bo każde dziecko więcej oznacza dodatkowe obciążenie rodziny i państwa, jak w Ameryce łacińskiej i Afryce.

Jak widać, Buttiglione zmienił zdanie tylko częściowo. Dalej uważa aborcję za ranę na sumieniu ludzkości, ale doszedł do wniosku, że całkowity zakaz aborcji nie prowadzi do celu, o jakim rozmawiali papież i prezydent: żeby na świecie było mniej aborcji. Tam, gdzie kobieta nie ma wyboru, bo bezpieczna aborcja jest wykluczona, dzieje się dramat obrony nienarodzonego dziecka przeciwko jego własnej matce.

Nie miałem racji, mówi Buttiglione, głosując przeciwko dopuszczalności aborcji. Obóz prawa do wyboru pozyskał niespodziewanego a sławnego poplecznika. Bo przecież filozofia Buttiglionego jest teraz taka: jestem przeciw aborcji, ale za furtką dla kobiet, które z jakichś powodów nie są gotowe lub zdolne do wydania dziecka na świat.    
Co na to Watykan, z którym łączyły Włocha dotąd znakomite stosunki? Czy Buttiglione zostanie ekskomunikowany? Jak to oddziała na katolickie ruchy prolifowe? Czy Buttiglione odegra rolę podobną ale odwrotną od znanych antyaborcjonistów, którzy nawrócili się na obronę życia, choć wcześniej byli za prawem do aborcji? Zanosi się na nowy kryzys w Kościele.                

by aszo at July 23, 2009 22:05

Paweł Wimmer

Historia matematyki w Planete

Wychwalam tutaj czasem rozmaite filmy popularnonaukowe emitowane przez kanały tematyczne, jak Planete, Discovery czy National Geographic. Dzisiaj przykuły mnie na dwie godziny do telewizora dwa odcinki serii "Historia matematyki" - fantastycznie ciekawego dzieła BBC, które przedstawia udokumentowaną historię naszych zmagań z matematyką, dzieje ludzkiej potrzeby matematycznego modelowania otaczającej nas rzeczywistości.

Nie mamy oczywiście wiedzy o tym, jak radzili sobie nasi przodkowie po okresie rewolucji neolitycznej sprzed 12 tysięcy lat, kiedy to plemiona łowiecko-zbierackie przemieniły się w osiadłe, rolnicze, prowadzące bardziej zorganizowaną gospodarkę, a więc wymagającą przecież jakichś obliczeń.

Film zaczyna się od matematyki egipskiej, babilońskiej i chińskiej, która rozwiązywała przede wszystkim praktyczne problemy związane z produkcją, handlem i zarządzaniem państwem - były to przede wszystkim operacje na liczbach i rozmaite triki pozwalające dokonywać wielu ważnych obliczeń. Matematyka grecka to z kolei przełom związany z przyjęciem systemu aksjomatycznego i zasady dedukcyjnego dowodzenia twierdzeń matematycznych. Ogromne zasługi, o czym na ogół się nie pamięta, ma matematyka hinduska, która osiągnęła wyższy poziom abstrakcji i wprowadziła liczbę 0, liczby ujemne i nieskończoność, a także dziesiętny system pozycyjny i notację znaną powszechnie pod nazwą "cyfr arabskich". Wreszcie matematyka arabska, która wprowadziła matematyczną "gramatykę", rozwijając algebrę, czyli uogólnienie obliczeń na konkretnych liczbach. Drugi odcinek kończy się obszernym omówieniem algebraicznych osiągnięć odrodzeniowych matematyków włoskich, którzy zapoczątkowali de facto rozwój matematyki europejskiej.

Kontynuacją dwóch pokazanych w czwartek odcinków będą dwa kolejne, w piątek - nie wiem, czy będą jeszcze dalsze. W każdym razie na pewno będą powtórki, więc sugeruję spenetrowanie programu Planete i odnotowanie w kalendarzu, bo to popularyzacja wiedzy najwyższej próby. Niezaprzeczalną zasługą filmu jest też "de-westernizacja" naszego europocentrycznego widzenia świata.

I już na marginesie. Sam, jak miliony innych uczniów, padłem kiedyś ofiarą programów szkolnych, które nie potrafiły wykrzesać w uczniach większego zainteresowania matematyką, a także nauczycieli, którzy nie mieli w sobie pasji i umiejętności pokazania, jak matematyka może być przydatna i ciekawa. Może też nieszczęśliwej okoliczności, że w wieku nastu lat ma się kłopoty ze zrozumieniem, że fakty trzeba kojarzyć, że wszystko się ze wszystkim wiąże, że poszczególne przedmioty, a w ich ramach rozmaite zagadnienia, są jedynie różnymi aspektami tej samej rzeczywistości. I dopiero jako całość mają głębszy sens.

Dopiero w ostatniej klasie liceum, gdy już twardo stawiałem na studia ekonomiczne na SGPiS, zabrałem się ostro za matematykę. Szczególnie pasjonowała mnie geometria analityczna, trygonometria, a także rachunek prawdopodobieństwa. Wykonywałem w zeszycie tysiące zadań, które dały mi małpią zręczność w rozwiązywaniu rozmaitych zagadnień. Na studiach trzeba było ostro popracować nad rachunkiem różniczkowym i całkowym, nad programowaniem liniowym, nad metodami ekonometrycznymi, które stanowiły uzupełnienie ekonomii matematycznej. Potem, z biegiem lat, gdzieś to wszystko uleciało, bo zajmowałem się czymś zupełnie innym, ale zostawiło jakiś osad i nieustające uwielbienie dla matematyki - inna sprawa, że tylko z pozycji kibica podziwiającego osiągnięcia matematyków, choć bardzo niewiele, lub zgoła nic z nich nierozumiejącego.

Fundamentem rzeczywistego postępu naukowego i technicznego są matematyka, fizyka i chemia, czyli znienawidzone przez większość uczniów przedmioty. Programy takie jak rzeczona "Historia matematyki" potrafią naprawdę zaciekawić, zedrzeć zasłonę przesądów i niechęci. Warto je oglądać.

I na koniec - zrób kiedyś eksperyment, kup sobie podręcznik matematyki do liceum i jeszcze raz przyjrzyj się zawartym w nim treściom. Zobaczysz, że rozumie się znacznie więcej niż kiedyś, że nagle różne rzeczy zaczynają się ze sobą wiązać. Pewien mój znajomy, od niedawna na wczesnej emeryturze, kupił podręczniki biologii i zaczął je pilnie studiować - marzył o tym przez całe życie. Budujące!

Pierwsza część pierwszego odcinka jest tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=Sfgy96Msq7Q . Pozostałe w sekcji Podobne filmy wideo. Niestety, nie dostrzegłem polskiej wersji językowej.

by prwimmer@NOSPAM.gazeta.pl at July 23, 2009 21:31

Janusz Korwin Mikke

Hitler = Stalin – czyli: Rosjanie mają rację. W pewnym sensie....

Rosyjscy parlamentarzyści, którzy uchwalili niedawno, że "zrównywanie postawy hitlerowskich Niemiec i Związku Radzieckiego przed wybuchem II wojny światowej" jest "bezpośrednią obrazą milionów" ros

July 23, 2009 21:30

Polska Krasno-Ludowa

Oficjalne obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Powstanie Warszawskie

Obejrzyjcie dobranockę, a potem siusiu, buzi, paciorek za Steinbach i spać.

by lonstar_lonstar@NOSPAM.gazeta.pl at July 23, 2009 19:58

Blogi Rzeczpospolita

Paweł Czuryło: Gospodarka też potrzebuje dobrego PR

W ostatnim okresie wśród polityków dużą karierę zrobiło określenie public relations (PR). Opozycja zarzucała rządowi brak sukcesów, określając jego działanie właśnie jako wyłącznie PR.

Z definicji jednym z celów PR jest kreowanie wizerunku przez przekazanie informacji za pośrednictwem m.in. mediów. Ale zagadnienia z zakresu reklamy, marketingu warto też wykorzystywać w sprawach dotyczących gospodarki.

Jak pokazują dane GUS i prognozy ekonomistów, Polska ma duże szanse być jednym z tych krajów, które w bieżącym roku odnotują wzrost gospodarczy. Dlatego rząd powinien wykorzystać taki moment na reklamę polskich firm i gospodarki. O tym, że dla wielu przedstawicieli światowego biznesu Polska nie jest znana, mówił niedawno na łamach “Rz” prezes jednej z największych firm na świecie koncernu General Electric Jeff Immelt.

W takich telewizjach, jak CNN czy Sky, trudno trafić na reklamę naszego kraju. Ostatnio widoczne były tam reklamy choćby Bułgarii. Każdy też, kto ogląda Tour de France, widzi, że jednym z głównych partnerów wyścigu jest czeska Skoda. Oczywiście z grupy Volkswagena. Ale produkowana w Czechach.

Stąd obecny czas przedstawiciele rządu powinni przeznaczyć także na rajd po świecie - oferując inwestorom lokowanie kapitału nad Wisłą. Mogą ich do tego zachęcać m.in. lepsze niż gdzie indziej wyniki gospodarcze. Dziś zwłaszcza rola ministra skarbu wydaje się być szczególna - jeśli chce zrealizować swój plan prywatyzacji. Szczególnie w kryzysie warto wyróżniać się pozytywnie.

by admin at July 23, 2009 18:53

Wojciech Orlinski

W co oni grają?

Rewelacyjne wyniki  Apple - wiadomo, w czasach kryzysu trzeba kupować porządne rzeczy - skłoniły mnie do napisania dawno obiecanej notki o giercowaniu na Ajfonie.

Były takie smutne czasy, gdy jedyną szansą był jailbreak, czyli zdjęcie blokady umożliwiające instalację aplikacji niepochodzących z iTunes Store. Gry pochodzące z tego źródła przeważnie miały wszystkie wady gnukrapu, czyli byle jaki interfejs użytkownika.
iPhone nie ma fizycznych przycisków, które można by wykorzystać do sterowania grą. Gry z jailbreaka rozwiązywały to w najprotszy możliwy sposób, przez zamapowanie wirtualnych przycisków gdzieś na ekranie - tak np. wygląda jailbreakowy Quake. To kiepskie rozwiązanie i słusznie je krytykowano, ale komercyjni wydawcy gier są bardziej pomysłowi.
Pierwszym dużym hitem strzelankowym był „Billy Frontier” - ze szczątkową fabułą zakładającą inwazję kosmitów na Dziki Zachód („Wanted: bandito alien”, itd). Gra wykorzystuje system pierwszej perspektywy bez swobody ruchu, taki jak w arkadowych hiciorach typu „Virtua Cop” czy „The House Of The Dead”.
Gracz strzela i celuje własnym palcem - co nie jest dobrym rozwiązaniem, bo palec zasłania cel, czyli właśnie tę część ekranu, której nie chcesz mieć zasłoniętej. Bardziej wprawny gracz mógł korzystać z opcji przesunięcia celownika o kilka pikseli w górę, ale litości.
Od początku najbardziej odpowiadały mi gry wykorzystujące akcelerometr. W wyścigach takich jak „Crash Bandicoot Nitro Kart” iPhone staje się po prostu kierownicą - bardzo fajne i intuicyjne sterowanie. Wykorzystano je także w „Spore Origins”, w którym swoim sworkiem sterujemy tak, jakby to była metalowa kuleczka w popularnych przed laty grawitacyjnych labiryntach.

Bardzo dobrze rozwiązano sterowanie w strzelance „Resident Evil: Degeneration” - przypuszczam, że to będzie standard. W lewym dolnym rogu ekranu gracz ma wirtualny analogowy dżojstik - przyłożonym w tym miejscu palcem sterujemy bohaterem.
Nie wiem, jak będzie wyglądało sterowanie w pełnym porcie Dooma, który zapowiada id Soft. Na razie firma wypuściła grę „Doom: Resurrection”, ajfonowy ekskluziw (kupujta Palma Pre i grajta w sokobana, nyah har har har).
To też taki virtuacopowy FPP bez swobody ruchu, ale tutaj celownikiem sterujemy przez akcelerometr - rozwiązanie znacznie lepsze od palucha z „Billy Frontiera”. To chyba będzie kolejny standard (czy to nie id Soft wylansował WASD?).

iPhone pozwala na drugie życie komercyjnym grom, które na komputerach traktuje się już jako abandonware - na przykład mojej bardzo ukochanej przygodówce sprzed lat „Flight Of The Amazon Queen”. Ktoś mógłby zarobić niezłą kapuchę portując na iPhone polskiego „Teenagenta”!
Błyskawiczny rozwój rynku gier pokazał jak dobrym rozwiązaniem jest iTunes Store, czyli jeden centralny sklep z wszystkimi aplikacjami. W ten sposób debiutujący autor gry od razu zyskuje dostęp do ogromnej grupy klientów, a klient nie musi nowości szukać po różnych serwisach, dowiaduje się o nich przy okazji ładowania sprzętu.

by wo@NOSPAM.gazeta.pl at July 23, 2009 18:31

Janusz Korwin Mikke

V-BLOG p/t:: "Święto 22 lipca" już jest na moim

(polecam wiadomości!) portalu: http://korwin-mikke.

July 23, 2009 18:25

Waldemar Pawlak

Co nas czeka w Unii

Polityka krajowa toczy się po wybojach kolejnych konfrontacji a tymczasem w Unii Europejskiej trwają prace nad przyszłymi regulacjami. W czwartek i piątek uczestniczę wspólnie z ministrem M. Nowickim w nieformalnej radzie do spraw energii i klimatu.

July 23, 2009 18:07

Blogi Rzeczpospolita

Paweł Wilkowicz: Liga Mistrzów, niedoczekanie nasze

Gorsze od powtarzających się co roku klęsk polskich klubów w europejskich pucharach są tylko echa tych klęsk.

Te korowody nerwowych ruchów, zapowiedzi czystek w drużynie, wytykanie błędów przez tych, którzy wiedzą lepiej. Po upokorzeniu piłkarzy Wisły Kraków w Estonii niektórzy też mają już pełną jasność i gotowy plan. Trzeba wyprzedać zespół, zostawić tylko młodych i na nich budować. Wyrzucić trenera Macieja Skorżę, bo się do Europy nie nadaje.

A i właściciel Wisły Bogusław Cupiał niech się uderzy w pierś. Chce mieć Ligę Mistrzów, to niech najpierw zapewni budżet przynajmniej na poziomie futbolu ukraińskiego czy rumuńskiego.

Wisła odfrunęła z europejskich pucharów, a za nią odfrunęli od ziemi komentatorzy. Trener Franciszek Smuda, który ma być podobno następcą Skorży, krzyczy o skandalu w Tallinie, choć sam trzy lata temu przegrał dwa razy z mołdawskimi półamatorami z Sherifa Tyraspol.

Mistrz Polski jaki jest, każdy widzi, ale lepszego w lidze nie było. Kopany dziś Skorża jeszcze niedawno wydawał się najlepszym następcą Leo Beenhakkera w reprezentacji. A Cupiał to człowiek, który wyłożył na Wisłę ponad 100 milionów złotych. Własnych.

U nas zawsze po takich laniach jak środowe w Tallinie wzbiera tęsknota za jakimś oligarchą, nadwiślańskim Abramowiczem. Czekamy na niego, a jego nie ma i nie będzie. Nie będzie oligarchów, bo u nas na szczęście gospodarkę prywatyzowano jednak trochę inaczej niż w Rosji czy na Ukrainie i nikt nie ma aż tak łatwo zarobionych miliardów. Nie będzie też u nas szejków znad Zatoki Perskiej, bo oni w futbolu szukają splendoru, a u nas splendoru nie ma. Są: przaśna liga, zmanierowani piłkarze i wielkie oczekiwania.

A jak się nie ma oligarchy, to trzeba mieć w klubach dobry marketing, dział wyszukiwania talentów i duży stadion. A w Polsce nawet czołowe zespoły często nie mogą znaleźć sponsora, szukanie talentów raczkuje, a stadiony są w budowie.

Jak już powstaną, wymagajmy Ligi Mistrzów. Na razie nie ma sensu się nią mamić, bo byłaby u nas anomalią. Równie dobrze Państwowy Instytut Sztuki Filmowej może sobie założyć, że co roku wyprodukuje film na Oscara, a Uniwersytet Jagielloński - noblistę. Pewnie, zawsze warto marzyć. Ale po co się wystawiać na drwiny?

by admin at July 23, 2009 17:36

Waldemar Kuczynski

Agora na Blogu.

LICZNIK PREZYDENCKI
Do końca kadencji “Prezydenta Swojego Brata”
zostało 459 dni (już poniżej pięćset).

Szanowni Blogowicze,

upał, mózg się lasuje. Nie mam pomysłu i przez najbliższe dni raczej nadal nie będę miał. Więc zostawiam Wam agorę do dyskutowania o czym chcecie.

by W.Kuczyński at July 23, 2009 15:19

Esensja

„De Profundis” w sklepach

Druga edycja „De Profundis”, listowej gry fabularnej Michała Oracza w mrocznym klimacie grozy H.P. Lovecrafta jest już gotowa i trafiła do sklepów. Jednocześnie Wydawnictwo Portal poinformowało, że sfinalizowane zostały rozmowy dotyczące licencji na wydanie kolejnej gry, która po „Kiedy rozum śpi” i „De Profundis” ukaże się w serii. Co to za gra? Jej tytuł zostanie ogłoszony już wkrótce!

by at July 23, 2009 15:00

azrael

Azrael

Kilkanaście tygodni temu polski parlament znowelizował Konstytucję RP, uzupełniając ją o przepis mówiący, że do polskiego parlamentu nie mogą kandydować i być wybierane (bierne prawo wyborcze) osoby skazane prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne. Przepis ten został uchwalony w trybie przypominającym głosowania podobnym do odrzucenia weta prezydenckiego normalnej parlamentarnej ustawy. Wielu komentatorów uznało tą zmianę za szkodliwą [...]

by Azrael at July 23, 2009 14:51

Prawo i Internet

Amazon zdalnie wykasował "elektroniczne książki" z urządzeń konsumentów

Warto to odnotować, chociaż minęło już kilka dni: Amazon postanowił usunąć z używanych przez konsumentów urządzeń Kindle kilka książek. Ludzie z Amazon zrobili to zdalnie, za pomocą specjalnego back-doora... Kindle to takie elektroniczne czytniki, które umożliwiają przechowywanie "elektronicznych książek"; pisałem wcześniej o pewnym zamieszaniu z tymi urządzeniami, a konkretnie o tym, że organizacja The Authors Guild podniosła, iż wbudowany tam procesor Text-to-Speech prowadzi do naruszenia praw autorskich, bo to albo inne pole eksploatacji, albo powstaje utwór zależny... No, ale tym razem pojawił się inny problem...

czytaj dalej

by VaGla at July 23, 2009 14:03

Apelacja od wyroku w sprawie serwisu bielsko.biala.pl

Po wyroku w sprawie braku rejestracji serwisu bielsko.biala.pl (por. W Bielsku-Białej wyrok grzywny za brak rejestracji serwisu internetowego oraz Uzasadnienie wyroku Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej (sygn. akt IX K 2011/08)) oskarżeni wydawcy złożyli apelację do Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej Wydział VII Karny Odwoławczy. Opinię w tej sprawie ma również przedstawić Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Sprawa zatem jeszcze się nie zakończyła.

czytaj dalej

by VaGla at July 23, 2009 13:18

Bartosz Węglarczyk

Prawo i Internet

Dzienniki elektroniczne - nareszcie Polacy zrozumieją jeden z dowcipów

Jest taki dowcip rysunkowy, który dotyczy szkoły, a który do tej pory nie był zbytnio aktualny w Polsce. Śmieszny był głównie w środowisku adminów, bazodanowców... Dzwonią ze szkoły, że są kłopoty komputerowe, matka pyta, czy jej syn coś spsocił, a w odpowiedzi słyszy pytanie: Czy rzeczywiście państwa syn ma na imię "Robert'); DROP TABLE Students; --"? Otóż teraz ten dowcip będzie śmieszny również poza hermetycznym środowiskiem ludzi znających się trochę na bazach danych. Chodzi o to, że Minister edukacji znowelizowała rozporządzenie ws. dokumentacji prowadzonej przez placówki oświatowe. Teraz dzienniki szkolne będą mogły być prowadzone również w wersji elektronicznej, a nawet tylko w wersji elektronicznej.

czytaj dalej

by VaGla at July 23, 2009 12:36

Esensja

Rzeź młodych Jedi, czyli o krok od dobrego komiksu

„Bitwa o Jabiim” jest dowodem na to, że nawet gwiezdnowojenny komiks mógłby być udanym, niezależnym dziełem, czymś więcej niż prostym odcinaniem kuponów od popularności sagi. Niestety – mógłby – ale nadal nie jest. A przynajmniej nie do końca.

by Konrad Wągrowski at July 23, 2009 12:14

Komentarz Polityki

Nasza mała stabilizacja

Gospodarka chyba osiągnęła już dno, ale kiedy się odbije?

July 23, 2009 11:45

Bartosz Węglarczyk

Piotr Gadzinowski

Stefan wół Niesiołowski

  Pan marszałek Sejmu RP Stefan Niesiołowski nakrzyczał w komercyjnych telewizjach na protestujących kupców z warszawskiego KDH. Bo łamią prawo, bo warcholą, bo atakowali broniącą obowiązującego porządku prawnego policję państwową.

   Prawdą jest, że protestujący mieli niekorzystny dla nich wyrok sądowy. Prawdą jest, że atakując policjantów łamali prawo. I niszczyli mienie dodatkowo. Czym też prawo złamali.

  Ale  to Stefan Niesiołowski rozpoczynał swą karierę od łamania prawa obowiązująceg...

gadzinowski.bloog.pl

July 23, 2009 10:53

Esensja

Droga na Księżyc, część 2 – Orbita (1)

Kolejny odcinek historii podboju Księżyca, którego jednym z najważniejszych etapów było osiągnięcie ziemskiej orbity – pierwszy satelita i pierwszy astronauta.

by Jakub Gałka at July 23, 2009 10:42

azrael

Azrael

Imigrant to nie wróg Sam stan Kalifornia liczy sobie 2.7 miliona nieudokumentowanych imigrantów. Głównie są to Latynosi. Kalifornia ma ogromny deficyt, gubernator tego stanu podał, że w zeszłym roku Kalifornia wydala około pól miliarda dolarów na sprawy związane z nielegalnymi imigrantami. Jedna z propozycji aby ten deficyt zmniejszyć, jest odebranie dzieciom nielegalnych imigrantów, nawet jeżeli [...]

by Azrael at July 23, 2009 10:38

Esensja

Nowe zdjęcia z „Iron Man 2”

Cały czas trwają prace na planie kontynuacji wielkiego zeszłorocznego przeboju „Iron Man”.

by at July 23, 2009 09:39

socjologia internetu

Reklama w blogosferze

Kilkanaście dni temu u Maćka Budzicha przeczytałam o ciekawym projekcie przeznaczonym dla blogerów. W zamian za zamieszczenie na swojej stronie reklamy, bloger otrzymuje roczną licencję na pakiet programu ArcaVir System Protection 2009. Skontaktowałam się z organizatorami tej kampanii, uzyskując nie tylko dostęp do programu antywirusowego, ale także zapewnienia, że po zakończonej akcji podzielą się ze mną jej efektami.

Z kolei na blogach szafiarskich zauważyć można bardzo ciekawe działania reklamowe Redd'sa. W zamian za notkę blogerki otrzymały torby reklamowe (tu u BagLady i Pani Mruk) i napoje.

Niektóre spośród szafiarek zostały również wybrane przez firmy odzieżowe jako trendsetterki. Część z nich otrzymała dżinsy od Big Stara (m.in. Pangenialna i AlicePoint), część od Levi'sa, który pomysł podchwycił (Harel i Ryfka).

(Na marginesie - jeśli znacie podobne akcje, które miały miejsce w polskiej blogosferze - dajcie znać, chętnie się z nimi zapoznam.)

Dla porównania - co w tej tematyce dzieje się poza Polską. Skandynawskie blogerki zaproszone na dwudniową wycieczkę. Znana blogerka występuje w reklamie firmy odzieżowej American Apparel. Jeszcze inna blogerka otrzymuje propozycję zaprojektowania autorskiej linii obuwia.

Choć ciągle w Polsce nie ma aż tak spektakularnych akcji, jak te, które pojawiają się zagranicą, widać, że zaprzęganie blogosfery i blogerów do reklamy jest coraz częstsze. W powietrzu wisi już dyskusja, na ile tego typu działania wpływają na wiarygodność blogera. Z drugiej natomiast strony - na ile takie akcje są faktycznie skuteczne dla reklamodawców i mają dla nich przełożenie na zyski? Czy bloger, ciągle jednak w polskich warunkach, bardziej mikro- niż celebryta, może być traktowany jako ktoś naprawdę opiniotwórczy, kto jest w stanie przyciągnąć do marki nowych konsumentów?

by socin@NOSPAM.gazeta.pl at July 23, 2009 09:37

TVN24

Maciej Mazur - Baba z jajami

Dla jednych Bufetowa, dla innych Hanka, powszechnie HGW, a oficjalnie – Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy. Kobieta, która - pokazując, że w przeciwieństwie do wielu jej męskich poprzedników ma, mówiąc językiem ulicy: jaja – właśnie chyba wygrała przyszłoroczne wybory lokalne i zapewniła sobie drugą kadencję.

by Maciej Mazur at July 23, 2009 09:16

Marek Siwiec

Kto pyta, błądzi (czasem)

Jerzy Buzek na chwilę zniknął z pierwszych stron gazet, zapewne intensywnie pracuje, dobierając sobie ekipę.

July 23, 2009 08:44

Esensja

Gatunkowa pomyłka

Kino z irlandzkim rodowodem to dzisiaj wabik, a horror to przykrywka. Podobieństwa do „Emily Rose” kończą się już na tytule, do „Egzorcysty” jeszcze wcześniej. Pomimo niemałych oczekiwań dostajemy typowy produkt lipca – kiepsko pomyślany i takoż wykonany, niestraszny, nudny i niepotrzebny.

by Przemysław Romański at July 23, 2009 07:06

Blogi Rzeczpospolita

Paweł Wilkowicz: Polska piłka podziemna

Jeśli chodzi o upokorzenia naszych klubów w Europie, doszliśmy właśnie do ściany.

Oczywiście, zawsze może się zdarzyć, że mistrz Polski odpadnie w pierwszej rundzie, a nie w drugiej jak Wisła, z kimś z San Marino, a nie Estonii, ale co to za różnica. Nic już nie będzie uwierało sumienia mocniej niż wstyd w Tallinie.

Najlepsza polska drużyna ostatnich lat żegna Europę już w lipcu. Akurat w tym sezonie, gdy Michel Platini otworzył szerzej drzwi do Ligi Mistrzów. A nam się przecież zawsze wydawało, że polskie kluby w LM nie grają, bo bogaci się zamknęli we własnym gronie. Nieważne, że między tych bogatych wciskali się już tacy giganci jak szwajcarski Thun, słowacka Artmedia Petrżalka czy norweskie Molde. My zawsze wiemy swoje. Więc teraz pewnie pogoni się z Wisły trenera Skorżę, dyrektora Bednarza, wymieni piłkarzy i za rok z nowymi nadziejami będziemy czekali na losowanie. A jak się znowu nie uda, to może trzeba będzie pogonić i Cupiała. Bo przecież tak żałował przez ostatnie lata swoich pieniędzy na wzmocnienia.

Wiedział, co robi, że żałował. To wcale nie brak pieniędzy trzyma nas w świecie futbolu na krótkiej smyczy. W naszej lidze piłkarze zarabiają więcej niż choćby w czeskiej i słowackiej, ale to Sparta i Slavia Praga grały w LM, a i Słowacy mieli swoją Petrżalkę. Bo u nas się sporo płaci, ale niewiele dostaje w zamian. Polski futbol to wielki traktat o złej robocie.

O piłkarzach, których ambicje sięgają najbliższej pensji, o działaczach, którzy nie działają, trenerach, którzy najwięcej czasu poświęcają na rycie pod sobą nawzajem.

Z sześciu ostatnich pucharowych meczów polskich drużyn telewizje za godny pokazania uznały tylko jeden. Wcześniej mieliśmy przez kilka lat podziemną ligę, której nie chciał pokazywać nikt poza kodowaną stacją. Taka jest właśnie siła naszego futbolu. A nasze miejsce w Lidze Mistrzów jest na fotelach przed telewizorami. Jesienią siądziemy tam, żeby zobaczyć, co słychać w wielkim świecie. I zobaczymy w LM m.in. rumuńską Unireę Urziceni i jej trenera Dana Petrescu. Tak, tego Petrescu, który chciał w Wiśle twardą ręką wprowadzić to, czego się nauczył w zachodnich klubach, ale nie zdążył, bo piłkarze go pogonili.

by admin at July 23, 2009 06:06

Joe Monster

Nowa azjatycka moda plażowa

Czy Azjaci są jeszcze w stanie czymś cię zaskoczyć?Aby to sprawdzić zobacz kostium kąpielowy w jakich zaczynają pojawiać się na plażach:...

July 23, 2009 06:00

Paweł Wimmer

Xoopit - zagwozdka dla internautów

Xoopit to efektowne i efektywne narzędzie do organizowania i wyświetlania fotografii w Gmailu, dostępne pierwotnie jako dodatek do Firefoksa. Nigdy nie zdecydowałem się na zainstalowanie tego programu - przy pierwszej próbie, gdy trzeba było podać login i hasło, zatrzymałem się i po chwili zrezygnowałem z niego, choć opisy były na ogół entuzjastyczne. Po prostu jakoś źle się czułem ze świadomością, że oddaję komuś nieznanemu klucz do miejsca, które pilnie strzegę - wystarczy już, że Sergiej i Larry czytają moje maile na śniadanie :-). Niestraszne, gdy ktoś przechwyci wejście do jakiejś mało znaczącej usługi, ale moje główne konto pocztowe - z zawodową i prywatną, czasem intymną korespondencją - staram się pilnie strzec.

Aż tu nagle gruchnęła wieść, że Xoopita kupił, za niebagatelne 20 mln USD... Yahoo! - swoją drogą, niezła premia za pomysł i umiejętność programowania. I tu właśnie, jak zauważył The Next Web, gdzie przeczytałem tę informację, pojawia się zasadnicza wątpliwość, bo wychodzi na to, że użytkownicy Gmaila - Yahoo! zamierza dalej wspierać tandem Gmail+Xoopit - muszą de facto otworzyć swoje skrzynki pocztowe przed firmą należącą do konkurencyjnej kompanii. Wystarczy sobie przypomnieć, jakie emocje wzbudzała ostatnio kwestia uwierzytelniania usług współpracujących z Twitterem, gdzie przejęcie konta jakiejś znanej osoby czy firmy może prowadzić do nieprzyjemnych konsekwencji.

Nie wiem, jaka będzie teraz reakcja użytkowników Firefox+Gmail+Xoopit, ale szczerze mówiąc, ja bym w takiej sytuacji zrezygnował i jeszcze zmienił hasło do Gmaila. To nic osobistego w stosunku do Yahoo, z którego paru usług od dawna korzystałem i który jako firmę bardzo poważam, ale jakoś ta sytuacja wydaje mi się mało komfortowa.

by prwimmer@NOSPAM.gazeta.pl at July 23, 2009 05:32

Esensja

Wrogowie publiczni: Gangsterzy z różnych stron świata

Na zakończenie naszego bloku gangsterskiego chcielibyśmy przypomnieć, że wrogowie publiczni nie ograniczają się do bandytów z czasów Wielkiego Kryzysu, czy późniejszych rodzin mafijnych i kino gangsterskie niejedno ma oblicze. Zapraszamy więc na podróż po czterech stronach świata, by przyjrzeć się na wybranych przykładach, jak wygląda zbrodnicza działalność niekoniecznie amerykańskich filmowych bandytów.

by Ewa Drab, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek at July 23, 2009 05:29

Joe Monster

Szczere oświadczenie dziekanatu

Na pewnej uczelni dziekanat postanowił szczerze uświadomić studentom pewne zasady...Wielu studentów się tego domyślało podczas odwiedzin w dziekanacie...

July 23, 2009 04:00

Alternatywny sposób jazdy na kolejce górskiej

Ten facet to prawdziwy hardkor. Dirk Auer, na specjalnie skonstruowanych wrotkach, pokonał dystans 860 metrów trasy rollercoastera w czasie 1 minuty. ...

July 23, 2009 04:00

Gdy pracownicy browaru się nudzą...

Nudzi ci się czasami w pracy? A co wtedy robisz? Coś głupiego, czy coś ciekawego?Oto, co można zrobić jeśli nam się nudzi, a pracujemy w browarze:...

July 23, 2009 04:00

Wylansuj się na gościa "przy kasie"

Widzieliśmy już kilka ciekawych pomysłów firmy Fred & Friends z USA, a dzisiaj pokażemy coś, co pomoże nam wyglądać na kogoś bogatego nawet jeśli ...

July 23, 2009 04:00

Ofiary mody

W pogoni za byciem cool, trendy i jazzy niektórzy nie potrafią się powstrzymać żeby nie przekroczyć tej granicy, który oddziela normalność i dobry sma...

July 23, 2009 04:00

Pokój z tajną niespodzianką

Na pierwszy rzut oka zwyczajny do bólu pokój z jeszcze zwyczajniejszym regałem. Tylko, czy aby na pewno? Jeśli zaskarbiłbyś sobie pełne zaufanie właśc...

July 23, 2009 04:00

Malowane kociaki

To może być dobra okazja, byś złapał kota sąsiadów i znalazł sobie ciekawe zajęcie. Niektóre z tych malowideł kosztują około 15 tysięcy dolarów i musz...

July 23, 2009 04:00

Z zapałek budowane

Piętnaście lat zajęło byłemu pracownikowi platformy wiertniczej, aby zbudować własną. Potrzebował do tego zaledwie 4 milionów zapałek....

July 23, 2009 04:00

Esensja

Kurt Wallander na tropie makabrycznych zbrodni

„Zapora” – ostatnia z dotychczas opublikowanych w naszym kraju powieści Henninga Mankella z komisarzem Kurtem Wallanderem w roli głównej – oryginalnie wydana została przed jedenastoma laty. Tym razem policjant z Ystad musi stawić czoło szeroko zakrojonemu spiskowi, którego celem jest doprowadzenie do upadku systemu finansowego na świecie. A przy okazji tradycyjnie mierzy się również z własnymi słabościami.

by Sebastian Chosiński at July 23, 2009 00:11

July 22, 2009

Daniel Pasent

„Kupcy” i politycy

W sprawie „kupców” z Placu Defilad mamy do czynienia z wyraźnym nadużyciem. Jacy to są „kupcy”? Słowo „kupiec” kojarzy się z „Lalką” Prusa, z człowiekiem kulturalnym i zacnym, przedstawicielem cnót mieszczańskich. W przypadku sklepikarzy z Placu Defilad mamy do czynienia z łobuzerią, której prezes publicznie dziękuje kibolom za to, że „spontanicznie” wystąpili w ich obronie. Posługiwanie się słowem „kupcy” jest zwyczajnym nadużyciem. Podobnie jak mówienie o „obronie miejsc pracy”, przez co sugeruje się podobieństwo do sytuacji w stoczniach lub w zamykanych przedsiębiorstwach. Właściciele i pracownicy  sklepików w KDT – gdyby zależało im na miejscach pracy – mogli się przenieść w inne miejsca. Im jednak chodziło  nie tyle o obronę miejsc pracy, co o zawłaszczenie – przez zasiedzenie i inne manipulacje - targowiska w najlepszym punkcie stolicy, a może i całej Polski.

Politycy nie są tu bez winy, od Pawła Piskorskiego i Lecha Kaczyńskiego po Hannę Gronkiewicz - Waltz – wszyscy oni robili „kupcom” nadzieję, ale dobrze, że H.G.-W.  wykazała w końcu determinację i wrzód został przecięty. Akcja nie była przeprowadzona dobrze, widać było oczywiste błędy sił porządkowych, jak np. brak pierścienia odcinającego miejsce wydarzeń od posiłków przybywających na odsiecz „kupcom” z miasta. Policja znalazła się trudnej sytuacji. Gdyby działała szybko i stanowczo – byłaby dziś krytykowana za prowokowanie niewinnych „kupców” i brutalne użycie siły. Skoro jednak ociągała się z interwencją, jest dziś krytykowana za nieudolność i coś w tym jest. Niektórzy dziennikarze jednak przesadzili. Kilka godzin po wydarzeniach oglądałem w TVN 24 rozmowę Kamila Durczoka z Hanna Gronkiewicz - Waltz, a następnie z gen. Polko. Z pytań redaktora D. można było odnieść wrażenie, że winę za cały incydent ponoszą władze, że to pani prezydent Warszawy lekceważyła prawo, rzucała kamieniami, miotała wyzwiskami, wyrywała płyty chodnikowe etc.  Jeśli ktoś w tej sprawie miał zasiąść na ławie oskarżonych, to jednak nie władze, a „kupcy”.

Najważniejsze jednak, że skończył się  pokaz lekceważenia prawa, festiwal anarchii i warcholstwa w wykonaniu „kupców” oraz ich kibiców w samym sercu Warszawy. Oby winni zostali szybko i sprawiedliwie ukarani. Obrońcy „kupców”, a przede wszystkim krytycy H.G.-W. mają rację, kiedy mówią, że przez najbliższy rok-dwa nic na miejscu KDT nie powstanie, ale „zapominają”, że im dłużej ten potworek by stał, tym trudniej byłoby go ruszyć, a każde rozwiązanie urbanistyczne na Placu Defilad wymagałoby jego likwidacji.

Politycy PiS, z prezydentem kraju i byłym prezydentem Warszawy na czele, którzy biorą dziś w obronę „kupców”, w czasach IV RP byli orędownikami silnego państwa, poszanowania prawa, równości wobec prawa itd. itp. Gdyby obowiązywały porządki zapowiadane przez IV RP, to „kupcy”, którzy bili się z policją, byliby już dziś skazani w sławnym trybie 24-godzinnym. Tandem Ziobro – Dorn  zrobiłby już z tym porządek.  Zamiast tego mamy festiwal obłudy. Prezydent Kaczyński nie rozumie dlaczego doszło do użycia siły,   Rafał Ziemkiewicz odmienia na wszystkie sposoby słowo „brutalny”, i nie uważa prawomocnego wyroku sądu za rozstrzygnięcie sprawy, a posłanka PiS mówi o „bestialstwie” policji. Jeszcze trochę, a posłowie PiS przyłączą się do „kupców” i razem z nimi będą skandowali „ge-sta-po!”. Na Placu Defilad skompromitowali się nie tylko „kupcy” i władze, ale i „politycy”.

by Daniel Passent at July 22, 2009 22:07

Owczarek Podhalanski

Arcymistrzynie kierownicy

Kilka dni temu w Interii nolozłek takom wiadomość:

180 kilometrów na godzinę pędziły autostradą na północy Włoch trzy zakonnice, które wyruszyły w pośpiechu do Aosty, gdy dowiedziały się w piątek o tym, że papież Benedykt XVI trafił do szpitala po upadku. O “piratkach drogowych” w habitach napisała dziś włoska agencja Ansa. Jadący z zawrotną prędkością samochód został zatrzymany niedaleko Turynu. Funkcjonariusz policji drogowej przecierał oczy ze zdumienia widząc, że w aucie siedzą trzy zakonnice. Miały od 56 do 78 lat. Najmłodsza z nich, siedząca za kierownicą usłyszawszy od policjanta: “Za szybko jechałyście”, powiedziała: “Synku, ma pan rację, jechałyśmy szybko, bo martwimy się o Ojca Świętego”. Ansa zauważa, że to “szlachetne tłumaczenie” nie uchroniło zakonnicy przed mandatem w wysokości 375 euro oraz karą w postaci odebrania prawa jazdy na miesiąc. Do Aosty dowiozła je druga z zakonnic, również mająca prawo jazdy

Z jakom prędkościom jechała ta drugo? Tego nie wiem. Som zatem dwie mozliwości: abo tak wolno, ze policja nie miała powodu jej zatrzymywać, abo tak sybko, ze zodno policja nie mogła jej dogonić. A tak w ogóle to z cym wom sie ta cało historia kojarzy? Bo mi z tym i z tym. Ino jo do tej pory myślołek, ze tako dziarsko zakonnica za kierownicom to nic inksego jako zwycajno filmowo bajecka. Ba przecie powinienek bocyć, ze w kozdej bajce jest ziarko prowdy. A casem dwa ziarka. A casem - wielki wór pełen piknyk ziaren.

Jeden internauta skomentowoł całom wiadomośc tak: to lepiej jeździ od Zientarskiego, przynajmniej nie POzabijała koleżanek, bo nasz mistszu przy 150 wymiękł.

Specjalnie nie poprawiołek tutok dwók pierwsyk liter w słowie POzabijała, bo to było chyba celowe (sam autor komentorza uzył pseudonimu: “POd wiaduktem”). Słowa mistszu tyz nie poprawiołek, bo być moze był to zamierzony błąd ortograficny. Ot, tak dlo śpasu. Poprawiłek ino pierswom litere w podanym nazwisku - z małej na duzom. Bo choć od 28 lutego 2008 rocku pon Zientarski nie jest juz autorytetem motoryzacyjnym, to chyba nie powód, coby zacąć go pisać przez małe “z”?

W kozdym rozie ów “POd wiaduktem” zauwazył cosi, na co nie zwróciła uwagi agencja Ansa. A to cosi jest przecie tutok najlepsom wiadomościom: mimo tak ułańskiej nifto nie zginął! Zupełnie jak w podanyk przeze mnie linkak, kie za kierownicom siedziała siumno siostra Klotylda! Zdawałoby sie, ze po kozdej jeździe tej siostry powinno być wielu zabityk i rannyk - a tymcasem nigdy nie było! Cyzby zatem najlepsymi kierowcami na świecie były zakonnice? Tak mi sie zacyno wydawać… Krucafuks! Kimze som ci syćka mistrzowie Formuły Jeden! Ten cały pon Schumacher, pon Alonso cy nas pon Kubica! Wystawcie w takiej Formule abo inksym rajdzie Paryż-Dakar dowolnom nowicjuske z najbidniejsego zeńskiego klastoru! Zasłońcie jej ocy, związcie ręce i przedziurawcie w jej aucie syćkie opony! Wte jest niewielko sansa, ze nie wygro ona syćkik wyścigów. Powtarzom: niewielko sansa.

Jo ocywiście nie godom, ze kozdo zakonnica, kie ino za kierownicom siednie, to zaroz pędzi jako holny nad wiersyckami. Na pewno wiele siostrzycek jeździ ostroznie i powoli. Ale te, ftóre pędzom, to umiom jakosi robić to tak, ze ofiar w ludziak nimo. Cemu tak sie dzieje? Cy jo wiem? Moze powołanie do zakonu z powołaniem do prowadzenia aut majom ze sobom więcej wspólnego niz to sie nom wydoje? Moze siostry jakosi umiom skutecnie wyprosić u Pona Bócka, coby chronił je przed wypadkami? A moze święty Krzystof, patron kierowców pedzioł se tak: Na mój dusiu! Chłopy ciągle śmiejom sie z bab za kierownicom! Z zakonnic tyz ciągle sie śmiejom! No to tako zakonnica kierująco autem musi juz być zupełnie bidno! Na takie pośmiewisko jest narazono jak chyba nifto inksy! W takim rozie jo pod swojom scególnom opieke bede broł kierowców z zeńskik klastorów, coby se z nik nie śpasowano zbytnio. Haj.

Ino - krucafuks! - rodzi sie jedno pytanie: cy przekrocenie dozwolonej prędkości nie jest grzychem? Zdoje sie, ze jest. No to tako zakonnica lubiąco sybkom jazde na pewno nimo lekko. Jedzie po zakupy dlo klastoru - popełnio grzych. Jedzie odwieźć na lotnisko wybierającego sie do Rzymu biskupa - popełnio grzych. Jedzie do wypozycalni po film Zakonnica w przebraniu z poniom Whoopi Golderg - popełnio grzych. Za kozdym rozem popełnio, bo za kozdym rozem jedzie sybciej niz przepisy na to pozwalajom. No to moze pod kozdym znakiem drogowym z ograniceniem prędkości powinno sie umiescać napis: NIE DOTYCZY ZAKONNIC? I wte bedzie piknie! Nie bedzie grzychu, bo nie bedzie łamania przepisów. A zagrozenia drogowego tyz ocywiście nie bedzie, bo to przecie nie jakiesi deduły bedom z ogranicenia prędkości zwolnione, ino zakonne siostry - prowdziwe arcymistrzynie kierownicy! Hau!

P.S.1. Heeej! A dzisiok imieniny Magdarecki i urodziny Poni Agnieski momy. Zdrowie obu Solenizantek! :D

P.S.2 Heeej! A w niedziele momy imieniny Anecki Holenderskiej i Anecki Schroniskowej. I znowu zdrowie obu Solenizantek! :D

by m.scibior at July 22, 2009 21:05

Blogi Rzeczpospolita

Andrzej Krakowiak: Papierowa strategia czy szybsza prywatyzacja?

Minister skarbu chce przyspieszyć sprzedaż państwowych spółek. Dzięki temu wpływy z prywatyzacji mają do końca przyszłego roku sięgnąć 37 mld zł. Biorąc pod uwagę, że po pierwszym półroczu 2008 roku wynoszą zaledwie 500 mln zł, są to plany więcej niż ambitne.

Trzeba jednak za nie rząd pochwalić. Chociaż sprzedaż państwowego majątku w czasie kryzysu nie przyniesie zysków porównywalnych z tymi, jakie można by uzyskać w okresie dobrej koniunktury.

Dla wielu - nie tylko opozycji, ale też znacznej części potencjalnych wyborców - nie będzie to więc prywatyzacja, ale wyprzedaż. Kryzys nie powinien jednak tego procesu wstrzymać - prywatny właściciel prawie zawsze okazuje się lepszym menedżerem od urzędnika. Wyższe wpływy z prywatyzacji mogą też na tyle poprawić sytuację budżetu, że rząd zrezygnuje np. z podnoszenia podatków.

Problemów po drodze będzie więcej. W planach MSP pojawia się przecież sprzedaż prawdziwych rodowych sreber: KGHM, grupy Lotos, PGE, Bogdanki czy Ruchu. Kaliber zarzutów wobec rządu Donalda Tuska związanych z ich sprzedażą będzie pewnie porównywalny ze znaczeniem tych spółek.

Siłę charakteru premiera i jego ministrów sprawdzą też pracownicy części prywatyzowanych firm. Liderzy związkowi z KGHM już wczoraj zapowiadali, z właściwą związkowcom delikatnością, że z nimi nie pójdzie tak łatwo jak z kupcami z KDT… Ugięcie się pod ich presją i zmiana planów ? co niestety już zdążył zasugerować szef MSP - nie powinny być brane pod uwagę. Aby polska gospodarka stała się wreszcie rynkowa, potrzeba czegoś więcej niż kolejnej papierowej strategii.

by admin at July 22, 2009 20:02

Spieprzaj Dziadu

Lech “Były Prezydent Warszawy” Kaczyński

Lech Kaczyński, 21.07.2009 (www.prezydent.pl) Pragnę wyrazić swój poważny niepokój w związku z dzisiejszymi wydarzeniami w hali Kupieckich Domów Towarowych w Warszawie. Uważam, że ten konflikt można rozwiązać pokojowo. Jako były prezydent Warszawy, zdaję sobie sprawę, że problem jest trudny. Tym bardziej jednak apeluję do władz miasta o podjęcie rozmów z kupcami. Nie mogę się zgodzić, że [...]

by Ojciec Dyrektor at July 22, 2009 19:53

Rafał Ziemkiewicz

Pyrrusowe zwycięstwo prezydent Warszawy

Brutalna egzekucja wyroku nakazującego kupcom ze spółki KDT opuszczenie hali na warszawskim placu Defilad, wzbudziła namiętne spory. Trudno oprzeć się wzburzeniu, gdy się widzi bite kobiety, ludzi oślepionych gazem, policjantów z pałkami szarżujących na przechodniów.

Kto jest winien? Zdaniem jednych policja i wynajęci przez komornika ochroniarze, którzy natychmiast po zjawieniu się na miejscu brutalnie zaatakowali blokujących wejście kupców i pracowników Kupieckich Domów Towarowych.

“Jeśli mamy stawiać prawo ponad wszystko, to nie można nie zauważyć, iż egzekucja prawa wobec kupców odbyła się w drodze bezprawia”

Drudzy podkreślają zaś, że komornik działał na mocy prawomocnego wyroku, i zarzucają kupcom, iż celowo dążyli do zamieszek, używając kobiet i dzieci w charakterze żywych tarcz. Jak zwykle w takich razach nie sposób ustalić, komu pierwszemu puściły nerwy, kto pierwszy użył gazu, a kto rzucił kamieniem.

Przeczytaj cały tekst

by rp at July 22, 2009 17:13

Janusz Korwin Mikke

Technopolis

“Colin McRae: DiRT” - recenzja gry

“DiRT”? Za kółko marsz! Czym “Indiana Jones” różni się od “Kopalni króla Salomona”? Czym “Gwiezdne wojny” od “Jazona z gwiezdnego dowództwa”? Tematyka zbliżona, i żonglerka zgranymi motywami jakby podobna, lecz mistrza od kiepskiego naśladowcy dzieli ledwie widoczna na pierwszy rzut oka granica kompetencji, doświadczenia, dbałości o szczegóły. Analogicznie jest z wydanym dwa lata temu przez Codemasters [...]

by Karol Jalochowski at July 22, 2009 15:26

Prawo i Internet

Czy da się wnieść do sądu pisma mailem, a tradycyjnie tylko ostatnią stronę z podpisem?

Jeden z czytelników (wraz z kilkoma innymi osobami) przeprowadził pewien "projekt badawczy". Zadano polskim sądom apelacyjnym, Sądowi Najwyższemu oraz kilku sądom okręgowym, rejonowym oraz WSA, NSA, ale również Ministerstwu Sprawiedliwości, pewne pytanie: czy można nadesłać pismo procesowe drogą elektroniczną, a tradycyjną drogą pocztową jedynie kartę z podpisem ("stronę końcową pisma z oryginalnym podpisem"). Dzięki uprzejmości inicjatora projektu, który jednak zastrzegł sobie anonimowość, mogę udostępnić niektóre z uzyskanych odpowiedzi. Myślę sobie, że administracja publiczna może spodziewać się coraz większej liczby takich i innych pytań. Obywatele będą je zadawać, a uzyskane odpowiedzi będą publikowane. Myślę, że jest to proces ważny dla budowy społeczeństwa obywatelskiego.

czytaj dalej

by VaGla at July 22, 2009 15:24

blog (szalonych) naukowcóW

Grypa w ataku



Epidemia - wyjątkowy eksperyment na skalę światową

Wracam obsesyjnie do grypy meksykańskiej (zwanej świńską) dlatego, że ta epidemia to zupełnie wyjątkowy eksperyment naukowy na skalę światową.

Obserwacja przebiegu i skutków epidemii grypy A(H1N1) zapewne nauczy epidemiologów i wirologów więcej niż obserwacje jakiejkolwiek innej epidemii. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wydała przed kilku dniami bezprecedensowe oświadczenie dotyczące tej epidemii.

Postanowiono zmienić sposób śledzenia dalszego jej przebiegu i nie prowadzić statystyk zakażeń w krajach już objętych epidemią, a jedynie odnotowywać pojawianie się nowych ognisk w krajach, w których do tej pory wirus H1N1 jeszcze nie zaatakował.

WHO stwierdza, że epidemia z roku 2009 jest wyjątkowa, gdyż wirus H1N1 potrzebował zaledwie 6 tygodni aby rozprzestrzenić się na skalę globalną, podczas, gdy inne wirusy grypy do tej pory potrzebowały na to zwykle 6 miesięcy. Prowadzenie statystyk w krajach objętych epidemią nie ma już sensu, gdyż przypadków jest zbyt wiele (ponad 100 tysięcy potwierdzonych badaniami genetycznymi) i w dodatku obarczone jest coraz większym błędem statystycznym.

Stosunkowo łagodny przebieg choroby powoduje bowiem, że większość przypadków umyka już uwadze epidemiologów. Nie ma sensu wszczynać nadzwyczajnych działań medycznych połączonych z badaniami genetycznymi i obowiązkowa hospitalizacją w przypadku pacjentów z bólem głowy i kilkoma dreszczami. A u wielu osób tak właśnie przebiega grypa A(H1N1), mijając bez komplikacji po tygodniu.

Latem na półkuli północnej przypadki zwykłej grypy są sporadyczne. Pojawienie się ognisk grypy w tym sezonie można więc na 99 proc. łączyć z wirusem A(H1N1) bez prowadzenia dokładnych i kosztownych badań. Wobec światowego zasięgu epidemii koncentrowanie się na badaniach genetycznych mających zweryfikować czy każdy przypadek jest rzeczywiście nową grypą, czy tez grypą klasyczną mija się z celem i pochłania zbyt wiele środków i energii. Nie przynosi już wielkich korzyści poznawczych.

Co oznacza ta zmiana taktyki WHO? Po pierwsze potwierdza, że wirus nie jest zbyt groźny. Ale w żadnym przypadku nie może być rozumiana jako odwołanie alarmu, gdyż wirus w każdej chwili może zmutować (jak każdy wirus grypy) i przybrać formę bardzo groźną. Jest więc to raczej przejście do fazy obserwacji. Po drugie, wykazuje, że wyjątkowa szybkość rozprzestrzeniania się pandemii nie ma związku ze zjadliwością wirusa. Na półkuli północnej, wirus A(H1N1) wejdzie zapewne w skład wirusów grypy sezonowej i jeśli nie zaatakuje na jeszcze większą skalę zbyt wcześnie, może być skutecznie ograniczony przez jesienne szczepienia.

Niebywałe tempo rozprzestrzeniania się tej grypy staje się pierwszym poważnym ostrzeżeniem. Mała zjadliwość wirusa H1N1 powoduje, że obecna epidemia jest jedynie próba generalną przed ewentualnym pojawieniem się w przyszłości groźniejszego wirusa. WHO nauczyło się jak reagować w przypadku takiego zagrożenia. Mamy wiele szczęścia, że wirus A(H1N1) miał taką właśnie szczęśliwą dla nas kombinacją genów. Miejmy nadzieję, że tak już pozostanie.

Jacek Kubiak

Fot. Quiplash!, Flickr (CC SA)

by m.scibior at July 22, 2009 15:20

Janusz Korwin Mikke

azrael

Azrael

Wczorajsze wydarzenia na Placu Defilad, bitwa o handel, odbicie Kupieckich Domów Towarowych, czy “masakra kupców”, jak to napisał dziś na pierwszej stronie jeden z tabloidów, po raz kolejny utwierdziły mnie, że daleko mi do lewicy, rozumianej jako formacja dbająca głównie o sprawy socjalne obywateli i interwencjonizm państwa w sfery gospodarcze. Inne wyznaczniki lewicowości, czyli wolność obywatelska, [...]

by Azrael at July 22, 2009 15:07

Joanna Senyszyn

OBŁUDA

Politycy. Mówią jedno. Robią drugie. Raczej nie myślą, bo od myślenia głowa boli. Z zasady nie dotrzymują wyborczych obietnic.

July 22, 2009 12:15

Bartosz Węglarczyk

A Francuzi zrobili to już w 1976 roku [raczej tylko dla dorosłych]

Od dwóch dni w internecie robi furorę reklama napoju Sprite. Jest to prawie, prawie porno :) Podobno - głosiła wieść - reklama miała się ukazać w niemieckiej telewizji, ale została zakazana:

 

Przez kilkadziesiąt godzin w internecie, także polskim, trwała burzliwa dyskusja o tym, czy takie reklamy powinno się puszczać, czy nie. Dziś wiemy już, że to był dowcip pewnego niezależnego reżysera, który chciał w ten sposób pokazać, jak seksualność zdominowała reklamy.

Ale dziś już wiemy także, że ponad 30 lat temu bardzo podobną, ale trochę bardziej subtelną reklamę zrobili już Francuzy. Ta reklama dobrej, starej wody Perrier naprawdę była nadawana w telewizji. Francuzi są jednak niezwykłym narodem:

by bartosz.weglarczyk@NOSPAM.gazeta.pl at July 22, 2009 11:49

Technopolis

“Tajne Akta 2: Puritas Cordis” - recenzja gry

JAK ZDOBYĆ DYPLOM SUPERBOHATERA Jest świat do uratowania. Scenariusz apokalipsy obejmuje: głód i epidemie w Afryce, płonące szyby naftowe na Bliskim Wschodzie, światowy kryzys ekonomiczny, wojny domowe w krajach Ameryki Łacińskiej. Przewidziane są również trzęsienia ziemi, erupcje od dawna uśpionych wulkanów oraz niszczycielska fala tsunami. Krok po kroku wypełnią się złowieszcze wizje XVII-wiecznego proroka Zandony. Według telewizyjnego [...]

by tetelo at July 22, 2009 11:20